BLOG

Kompleksowo o e-learningu

13/05/2019 | Blog

Przyznam szczerze, że do e-learningu podchodziłem jak pies do jeża. Wiem, że przesadzam, ale często kojarzyło mi się to z proroczym fragmentem z „Do the evolution” Pearl Jam.

W najlepszym razie przypominała mi się SITA. Cóż poradzę, że generalnie wolę twarzą w twarz.

Może za wcześnie mówić, że jestem człowiekiem starej daty, ale od dawna powtarzam, że mam stary umysł. Rozpamiętuję jak było, nie ufam temu co jest, zamartwiam się tym, co będzie, i tak dalej. Potworność, prawda? Potwierdzam, to może wykończyć. Dlatego ilekroć słyszę o e-learningu pobrzmiewają mi w głowie tezy wspaniałej skądinąd książki Manfreda Spitzera pt. „Cyfrowa demencja”. Książka ta to rozpisane na 300 stron metodyczne i urzekające chłostanie nowych technologii za zawiesinę, w którą zamieniają młode mózgi. I książka ta na lata uzbroiła mnie w argumenty przeciwko nowym technologiom. Zajrzyjcie. A potem przeczytajcie „Digital learning” Marty Machalskiej, która to książka stanowi ciekawą odtrutkę na przygnębiające mimo wszystko czarnowidztwo Spitzera (choć nadal mam do czarnowidztwa sentyment). Doprawdy, wpadły mi w ręce różne publikacje w tych tematach. Wszystkie były nudne i hurraentuzjastyczne. Powiem tak: te inne sobie odpuśćcie a tę przeczytajcie.

Otóż Machalska patent na rozpromowanie swoich tez zawiera w zasadzie w podtytule: „Od e-learningu do dzielenia się wiedzą”. E-learning w jej opracowaniu stanowi ledwie punkt wyjścia. I, co najważniejsze, nie jest to jedyny punkt.

Mam słabość do słowa „dzielenie”, bo zawiera dwa kluczowe komponenty: z innymi (to raz) i z korzyścią (to dwa). I właśnie o tym jest ta książka.

Z książki Machalskiej dowiemy się bowiem, że e-learning wymaga stosownego wsparcia i obudowania. To istotne, jako że nie brak jest dziś strategii, w których e-learning stanowi w zasadzie jedyną alternatywę. Nowe media i ich świat uwodzą z łatwościa. Wirtualna rzeczywistość, bycie on-line, poczucie nieograniczoności, wolności, możliwość korzystania z rozwiązań kiedy i skąd się chce – oto najczęstsze argumenty, jakie w promocji e-learningu się stosuje. Niesłusznie. Dlatego właśnie pojawiają się takie koncepcje jak „de-schooling”, scenariusz demontujący szkołę jako instytucję na korzyść uczących się sieci: zapośredniczonych medialnie klas i grup słuchaczy.

Osobiście uważam to za całkowitą klęskę idei edukacji, która w tym momencie nie tylko nie wypełnia funkcji społecznej, ale i ukierunkowuje ludzie na jeden cel: zdobywanie wiedzy, a nie przeżywanie doświadczeń. A to przecież z doświadczeń – a nie z wiedzy – składa się życie.

Książka Machalskiej wprowadza tu wytęskniony złoty środek. E-learning nie jest alternatywą, a jedynie dodatkowym narzędziem, które w zasadzie osiąga pełnię w postaci blended learningu, metody mieszanej, wykorzystującej techniki komputerowe, ale i uczenie twarzą w twarz. Rzec można, że to główna idee fixe całej książki. I za to autorce bardzo dziękuję!

W książce bardzo wiele mówi się na temat roli samego szkoleniowca oraz o społecznym kontekście nabywania/przekazywania wiedzy. Podkreślona jest rola wsparcia i dzielenia się poglądami, wskazywane są narzędzia, które mogą temu służyć. Możemy zatem na półki odłożyć przekonanie, że e-learning to rozwiązywanie quizów, czytanie PDFów, klikanie linków, słuchanie podcastów i oglądanie video na YouTube. Nie brak jest oczywiście i takich rozwiązań wśród „praktyków” uczenia na odległość, jednak autorka digital learningu wskazuje, że nie tędy droga.

Przez kolejne rozdziały przeprowadza nas ona przez kolejne etapy projektowania i wdrażania skutecznych rozwiązań. Posługuje się przy tym wiedzą z zakresu psychologii edukacji, rozwija tezy związane z rolą zaangażowania, podkreśla znacznie ogromnej różnorodności form oraz właściwej diagnozy potrzeb i kompetencji ucznia/słuchacza. Jednym słowem ukazuje moją ulubioną buddyjsją zasadę, zgodnie z którą „wszystko jest dużo bardziej złożone, niż się wydaje na pierwszy rzut oka”.

Tyle, że – na szczęście – owa złożoność przedstawiona jest w sposób możliwie przyswajalny, okraszony tabelami, punktorami i bardzo przyjaznymi dla oka grafikami i diagramami.

Innymi słowy, dobry i skuteczny e-learning jest możliwy. Tyle, że – jak wszędzie – pojawia się odwieczny problem: pieniądze. Jeśli coś ma być dobre, nie ma przebacz, na ogół będzie drogie. Dobry e-learning, rozwijany na wielu poziomach, dostosowany do potrzeb odbiorcy, uwzględniający kompetencje szkoleniowca, oferujący różnorodność i angażujący, dobrze wdrożony i stosunkowo łatwy w obsłudze a także – co chyba najważniejsze – dobrze mierzalny jeśli chodzi o skuteczność, to wciąż rozwiązania bardzo drogie.

Czy istnieją szanse na upowszechnienie się tych metod w cenach przystępnych dla ogółu – tu autorka nie daje odpowiedzi. Moim zdaniem jest to wielce wątpliwe, jako że raczej żyjemy w gospodarce (i kulturze) notorycznego cięcia kosztów.

Tanio, tanio, tanio. Tym samym, nie wyobrażam sobie, by w przetargu na narzędzie e-leaningowe zwyciężyło dobre rozwiązanie. Jak przypomnę sobie, o jakie sumy toczą się boje w polskiej edukacji marniutko to widzę.

Ale, jak by nie było, nie o tym jest ta książka „Digital learning” to przede wszystkim świetna lektura dla wszystkich, którzy zastanawiają się nad przyszłością narzędzi edukacyjnych. To przyczynek do istotnej zmiany edukacyjnego światopoglądu. Warto się na te możliwości otworzyć.

Kompleksowo o e-learningu

Przyznam szczerze, że do e-learningu podchodziłem jak pies do jeża. Wiem, że przesadzam, ale często kojarzyło mi się to z proroczym fragmentem z „Do the evolution” Pearl Jam. W najlepszym razie przypominała mi się SITA. Cóż poradzę, że generalnie wolę twarzą w…

Żaba w garnku

Gdy piszę ten tekst, polską sceną polityczną wstrząsają serie dreszczy przedwyborczej gorączki. Kandydaci wszystkich opcji prześcigają się w pomysłach na całkowite wyleczenie wszystkiego, w tym – oczywiście – edukacji. I jak dyskurs ten wydawał mi się potrzebny w…

Między nadnarodem a neoplemieniem

Pisząc te słowa nadal nie wiem, w jakim punkcie Europa będzie za miesiąc. Ba, nie wie tego nikt! Każdego dnia nie cichną kwestie związane z brexitem czy żółtymi kamizelkami. Za chwile eurowybory. Kontynent jakby fermentuje. I coraz mniej chce mi się wierzyć, że…

Kontakt

2 + 7 =

Administratorem danych osobowych jest POZNAŃSKIE CENTRUM SZKOLENIOWO-BADAWCZE TOMASZ KOZŁOWSKI z siedzibą w Poznaniu, ul. Nizinna 11C/6, REGON: 381974333, NIP: 6652621665. Informacje w przedmiocie warunków i zasad ochrony danych osobowych znajdują się na stronie http://pcsb.pl/.

Dane kontaktowe

Tel: +48 605 760 703
E-mail: t.kozlowski@pcsb.pl
Adres: ul. Nizinna 11c/6, 61-424 Poznań
NIP: 6652621665